Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - pawel

Strony: 1 ... 6 7 [8] 9 10 ... 129
106
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 29, 2023, 08:58:28 am  »
Paweł Kosiński SJ

Komentarz do ewangelii na dziś (29 listopada 2023 r.):

Obraz: Jesteśmy wraz z Jezusem i tymi, którzy Mu towarzyszyli w Jerozolimie. Posłucham słów Pana, który tłumaczy słuchającym sens nadchodzących wydarzeń: zburzenia świątyni, ‘końca świata’. Zatrzymam się nad tym, co przyciągnie moją uwagę.

Myśl: Słowa Jezusa realizują się w Jego pokoleniu i są prawdziwe dla przyszłych. Uczeń idzie śladami Mistrza. Składa przez to świadectwo przynależności do Niego. Pan zachęca, aby nie ‘obmyślać naprzód’ obrony. Lęk prowadzi do zbytniego skoncentrowania na sobie, do zdrady (jak Judasz), do zaparcia się (jak Piotr), do ucieczki i zagubienia (jak pozostali uczniowie). Przeciwstawiamy się lękowi wierząc, że nasze życie ‘należy do Pana’. Giniemy nie z powodu zła wyrządzanego przez innych, ale przez skoncentrowanie na sobie i oderwanie wzroku od ‘spojrzenia’ na Pana.

Emocja: Być w nienawiści u wszystkich. Ważny jest tutaj ‘motyw’ tego znienawidzenia przez innych. Jest nim tylko ‘Jego imię’, a nie cokolwiek innego, np. walka o wpływy, znaczenie, władzę, postawienie na swoim.

Wezwanie: Poproszę o łaskę zrozumienia, że koniec świata ma sens w zamyśle Boga. Podziękuję za słowo uspokojenia i pocieszenia.
Patrząc na Jezusa wiszącego na krzyżu, uczynię jakiś gest uszanowania i uwielbienia.

107
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 28, 2023, 09:20:13 am  »
Paweł Kosiński SJ

Komentarz do Ewangelii (wtorek, 28.11.2023)

Obraz: W ostatnich dniach roku liturgicznego towarzyszą nam ‘apokaliptyczne’ obrazy. Posłucham słów Jezusa. Przyjrzę się swoim skojarzeniom i odczuciom. Jezus przygotowuje mnie do zrozumienia tego, co jest najgłębszym sensem naszej rzeczywistości.

Myśl: Rozważaliśmy w poprzednich rozdziałach ewangelii tzw. ‘małą apokalipsę’, która dotyczyła jednostkowych losów człowieka, ‘mojej’ historii. ‘Duża apokalipsa’, o której mówi Jezus dotyczy wszechświata, ‘naszej’ historii. Osiągnie ona kres u końca świata. Apokalipsa to nie opis ‘katastrofy’, choć często mamy takie skojarzenia. To ‘objawienie’ tego, co nieznane. To nie jakieś tajemnicze i dziwne sekrety. Chodzi o zrozumienie najgłębszego sensu rzeczywistości, o zdjęcie zasłony lęków i fałszywych wyobrażeń z naszych oczu.

Emocja: „Straszne zjawiska i wielkie znaki”. Żyjemy często wyobrażeniami iście z horrorów. To jednak nie jest intencja zapowiedzi Jezusa. Istotą jest zachować wierność wobec Pana. Wszystko, co prowadzi do paniki i wprowadza w błąd jest pokusą i działaniem złego.

Wezwanie: Poproszę o łaskę ufności w patrzeniu na przyszłość i perspektywę ‘końca’. Podziękuję za dar uspokojenia i uwolnienia od lęków. Po chwili adoracji oddam cześć krzyżowi, bo on jest właściwą perspektywą ‘apokalipsy’ świata.


Grzegorz Kramer SJ

Już wiem, co znaczy bać się, co znaczy paraliżujący strach, który nie pozwala wystawić nosa z pokoju, który sprawia, że odwołuje spotkania i zadania. Już wiem, co znaczy bać się o swoje życie, nie dlatego, że ktoś mi wprost zagraża, ale że przez zagrożenie od kogoś (czy racjonalne, to już inna kwestia) doprowadza do myśli najczarniejszych.
Dlatego wkurza mnie dzisiejszy tekst Ewangelii (Łk 21, 5-11), kiedy Jezus kreśli wizje strasznych rzeczy: wojen, prześladowań, nienawiści. I dodaje, żeby się wtedy nie bać, i że to wszystko jest koniecznością.
Z jednej strony mnie wkurza, a z drugiej cieszę się, że jest taki realistyczny, że nie oszukuje, że nie ma zła, że zła nie doświadczamy. Ono jest realne. Tak naprawdę jest wszędzie, próbuje wykorzystać każdą szczelinę, by nas dosięgnąć i widać jak na dłoni, że ma jeden cel: sparaliżować człowieka. Na każdym poziomie: fizycznym, psychicznym i duchowym. Odciąć nas od nadziei, od patrzenia ku szerokim perspektywom.
Realizm tego tekstu jest też obecny w tym, kiedy Jezus ostrzega, by za tym nie iść. By nie karmić swojego lęku, szukając kolejnych powodów. To już jest bardzo trudne.
Znajduję w tym tylko jedno „pocieszenie”, jest nim moment, kiedy On sam się też bał, kiedy oblał Go krwawy pot.
Ta Ewangelia przypomina mi, że cokolwiek byśmy innym nie chcieli pokazać, jakąkolwiek maskę założyć, to każdy i każda z nas się boi. Osobiście wolę wchodzić w relacje z ludźmi, którzy nie boją się swojego lęku. Nie cierpię wchodzić w relacje z ludźmi, którzy zakładają maski odważnych, niezłomnych i karmią się strachem innych.

108
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 27, 2023, 08:58:18 am  »
Grzegorz Kramer SJ

Czytam dziś o ubogiej wdowie (Łk 21, 1-4), tej, która wrzuciła do skarbony w świątyni, dwa pieniążki, czyli wszystko, co miała. Jezus ją dostrzegł. Ja od kilkudziesięciu lat słyszę, przy okazji tej Ewangelii o tym, że powinienem całkowicie zaufać Bogu. I ciągle nie wiem, co ten piękny zwrot znaczy. Jak to zmierzyć? Co znaczy, że ufam tylko Jemu, całkowicie Jemu? Dopóki żyję, stawiam na siebie, swoje zdolności, doświadczenie, to, co mam, kim jestem. Pewnie, że wiem i życie mi to mocno pokazało, że potrzebuję innych, że nie jestem samowystarczalny, że myślenie i gadanie, że jestem mocarzem jest utopią, nawet nie pychą, ale groteską. Ale czy to doświadczenie i ta świadomość są już całkowitym zaufaniem? Mam wątpliwość.
Nie wiem, więc jak ugryźć w praktyce ten tekst.
Ta kobieta jest pokazana na tle tych, co dawali z tego, co im zbywało. I znów, teoretycznie rozumiem, ale co znaczy to w praktyce? Co znaczy nie dawać z tego, co mi zbywa? Czy nie jest tak, że wszyscy, najpierw jemy, myjemy się, dbamy o siebie, nawet jeśli to jest skromne, a później dopiero dajemy innym? 
Z Ewangelią, w moim życiu, jest tak, że z latami, coraz mniej ją rozumiem i mam wrażenie, że coraz dalej od niej jestem. Może dlatego, że z biegiem lat moje deklaracje bladną, są coraz słabsze, a wychodzi jak… ludzki jestem. W sensie, że rządzą mną ludzkie mechanizmy, bo jakie inne miałyby rządzić?
Nie wiem, tak sobie dziś pomyślałem, siedząc w fotelu i patrząc na mój czerwony krzyż, że może właśnie to jest moja nędza. Przecież ona tez musiała czuć się podle, wcale nie była usatysfakcjonowana i świadoma tego, co On o Niej myślał. Po prostu przyszła do świątyni i wrzuciła dwa pieniążki, bez rozkmin, czy to wszystko, czy nie. Czy ufa Bogu całkowicie, czy nie. To On, o niej to powiedział.

109
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 24, 2023, 10:24:36 am  »
Św. Katarzyna ze Sieny (1347–1380)
tercjarka dominikańska, doktor Kościoła, współpatronka Europy
List 133. do brata R. de Capoue, nr 74 (© Evangelizo.org)

Tajemnica prześladowań oczyszcza Kościół
Bóg objawił mi swoje tajemnice w szczególny sposób i dał mi poznać pewne godne podziwu rzeczy. […] Bóg wyjaśnił mi przede wszystkim tajemnicę prześladowań, które obecnie cierpi Kościół święty, oraz jego odnowienie i wywyższenie w nadchodzących czasach.
Aby dać mi do zrozumienia, że okoliczności, w jakich znajduje się obecnie Kościół, są dozwolone dla przywrócenia jego świetności, Najwyższa Prawda zacytowała mi dwa słowa, które znajdują się w świętej Ewangelii: „Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia”. Następnie Nasz Pan dodał: „Lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie” (Mt 18,7). Jakby mówił: pozwalam na ten czas prześladowań, aby wyrwać ciernie, którymi otoczona jest moja Oblubienica, ale nie pozwalam na grzeszne myśli ludzi.
Czy wiesz, co robię? Robię tak, jak robiłem, gdy byłem na świecie; zrobiłem bicz ze sznura i wypędziłem tych, którzy kupowali i sprzedawali w Świątyni, nie chcąc, aby dom mojego Ojca stał się jaskinią złodziei. Mówię wam, że teraz czynię to samo. Czynię plagę ze stworzeń i tą plagą wypędzam nieczystych, chciwych, skąpych i dumnych kupców, którzy sprzedają i kupują dary Ducha Świętego. I rzeczywiście, biczem prześladowania stworzeń Pan nasz ich wypędził, a siłą ucisku oderwał ich od haniebnego i nieuregulowanego życia. […]
Ze zła wyrządzonego przez złych chrześcijan, prześladujących Oblubienicę Chrystusa powinna narodzić się cześć, światło i woń cnoty dla tej Oblubienicy. I to było tak łagodne, że wydawało mi się, że nie ma porównania między obrazą a nieskończoną dobrocią, jaką Bóg okazał swojej Oblubienicy. Wtedy radowałam się, skakałam z radości i widziałam tak wyraźnie ten czas, który miał nadejść, że wydawało mi się, że go posiadam, delektuję się nim. […] Były tam tajemnice tak wielkie, że język nie może ich wypowiedzieć, serce nie może ich zrozumieć, a oko nie może ich zobaczyć.

110
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 23, 2023, 09:53:20 am  »
Grzegorz Kramer SJ

Dzisiejszy fragment, to nie jest tekst o złym Bogu, który mści się za brak nawrócenia. To tekst opowiadający o Bogu, który kocha człowieka, płacze nad jego wyborami i przewiduje konsekwencje ludzkich wyborów.
Jezus zapłakał na Jerozolimą. Jednak to nie jest płacz rozpaczy, czarnej wizji, przekleństwa. Już w Apokalipsie to czytamy: „Przestań płakać: Oto zwyciężył Lew z pokolenia Judy”. Płacz Jezusa to płacz miłości, płacz kogoś, komu bardzo zależy. 
Kiedy Jezus płacze, to nie jest to płacz odrzucenia Jerozolimy, czyli każdego z nas, bo jesteśmy Świętym Miastem Pana. To jest płacz, który jest znakiem wierności Boga. On nie odrzuca. On jest jak matka, która widzi pogubione dziecko i nigdy nie przestaje mieć nadziei i działać, by dziecko ocalić. 
Czasem bierzemy z Jezusa pierwszą część zdania: „o gdybyś poznał czas nawiedzenie” i robimy sobie i innym wyrzut, że nie ma efektów. Jednak Jezus dodaje: „zostało to zakryte przed tobą”. Nie wszystko widzę ja, ale inni też nie wszystko widzą. „Teraz widzimy jakby w zwierciadle”. Jezus nie dziwi się moim słabością i grzechom, On nad nimi płacze, ale powtórzę, z miłości i troską. I wiarą, że przyjdzie Dzień Zwycięstwa.

111
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 22, 2023, 09:41:29 am  »
Grzegorz Kramer SJ

Gra słów.
W niedzielę czytaliśmy Ewangelię o ludziach, którzy otrzymali pieniądze do pomnożenia, wtedy użyto jednostki monetarnej: talent, który w języku polskim znaczy zdolności. Dziś czytamy tę samą opowieść w wersji z inną jednostką monetarną: minami. W języku polskim to słowo też ma swoje znaczenie, militarystyczne. Mina może człowiekowi zrobić krzywdę, rozsadzić go, okaleczyć, po prostu doprowadzić do totalnej destrukcji. 
Łącząc te dwa teksty i „zabawę” słowami, dochodzimy do oczywistego wniosku, że każdy dar (życie, powołanie, zdolności, wiara, pozycja) może być czymś co prowadzi do rozwoju (życia), ale może w pewnym momencie być czymś, co mnie zniszczy.
W życiu, nie chodzi o to, by wiarę, powołanie, dary wszelakie, przechować w nienaruszonym stanie, zachować status quo, być wiernym temu, co było. Powtarza się dziś obraz Boga, który chce zbierać z miejsc, w których nie położył. On jest Bogiem rozwoju, inwestycji i przemiany. A kiedy wchodzi się w taką logikę, trzeba założyć błąd, a nawet chwilowe straty. Ważny jest progres, bo gdy go nie ma pojawia się regres, pozorny spokój, bezpieczeństwo. Jednak ostatecznie to człowieka rozsadza.

112
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 21, 2023, 09:47:58 am  »
Grzegorz Kramer SJ

Ówcześni celnicy działali w innych realiach niż współczesne, tak naprawdę to oni ustalali jak wysokie mają być ostatecznie podatki i od kogo je ściągać. Nie ma się czemu dziwić, że byli znienawidzeni przez ludzi, niejeden z nich miał przyklejoną łatkę złodzieja. Zacheusz jako zwierzchnik poborców podatkowych miał więcej możliwości do ograbiania ludzi, stąd jego wielkie bogactwo.
W Zacheuszu było coś, co łączy go z nami. Jego imię znaczyło „czysty”. Nie wiemy, dlaczego takie imię otrzymał, ale jest ono obrazem każdego z nas. Z natury swej jesteśmy dobrzy, a jednak w naszym życiu pojawiają się grzechy, co więcej, w naszej codzienności ciągle pojawiają się okazje do grzechu.
Do tego człowieka „zaprzyjaźnionego” z grzechem Jezus przychodzi w gościnę i postanawia zjeść kolację. Co więcej, sam chce tego spotkania, to od Niego wychodzi inicjatywa. Przyjście Boga do człowieka nie jest nagrodą ani żadną zasługą. Niby to oczywiste, a jednak ciągle w naszych rozmowach wychodzi, że czujemy się lepsi od grzeszników. Pewnie, że nie mówimy tego wprost, ale podkreślając często czyjąś grzeszność i gorszość; wcale nam nie zależy na prawdzie. Jest to ukrytą opcją na rzecz samousprawiedliwienia.
Inną wspólną cechą z Zacheuszem jest drzewo… Wszedł na nie z ciekawości, bo chciał zbadać, co to za jeden, ten Jezus. Dokładnie jak my, większa część naszej relacji z Nim to ciekawość. Ciekawość może prowadzić do nawrócenia, ale nie musi. Można się zatrzymać na tym etapie, bo on zasadniczo niczego od nas nie wymaga i pozwala zostać na etapie komentatora. To słowo Jezusa doprowadza do nawrócenia Zacheusza.
Człowiek przez grzech buduje sobie rzeczywistość, która sprawia, że ląduje na drzewie, stamtąd patrzy na innych i wmawia wszystkim, że jego punkt widzenia jest lepszy, nie zauważając, że oddala się od innych. Jednak, paradoksalnie jest to też szansą, bo Bóg patrzy na grzesznika „z dołu”, nie „z góry”. Wiemy, co znaczy, kiedy ktoś na nas patrzy z góry, czujemy ten wzrok sprawiający, że czujemy się gorsi, osądzeni, a nawet potępieni. Bóg patrzy z dołu, na tym polega Wcielenie, a w konsekwencji Jego Miłosierdzie do człowieka. Bóg nie brzydzi się człowiekiem z jego grzesznością, wręcz przeciwnie - uniża się przed nami, by nas sobą nie przytłaczać, wykorzystuje to wszystko, co w nas jest odblaskiem Jego dobroci, by nas sobą zaciekawić.
Szczegóły są ubogie, drugorzędne: trochę ciekawości, pozorna wielkość małego Zacheusza, wyrażona wejściem na drzewo, ale na tym Bóg buduje coś wielkiego. Tak jest przy każdym nawróceniu - szczegóły nie są ważne, jak przy powrocie młodszego syna, Boga nie interesują nasze grzechy, postanowienia. Jego interesuje nasz powrót, On się cieszy tym, że chcemy zejść z drzewa, by być z Nim na równi, bo po to stał się człowiekiem.

113
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 20, 2023, 09:30:49 am  »
Grzegorz Kramer SJ

Jednym z zarzutów, które można obecnie usłyszeć w Kościele, to ten, że tzw. progresiści (nigdy do końca nie wiem, co ludzie mają na myśli używając takich określeń) stawiają człowieka w centrum, że w „nowej religii” (tak można czasem usłyszeć od bardziej radykalnego w konserwatyzmie skrzydła Kościoła), Bóg zszedł na drugi plan.
No, dobra – czasem się zastanawiam nad tym, że może mają rację, że dziś cały świat tyle mówi o człowieku i może się wydawać, że rzeczywiście w Kościele stanął na pierwszym miejscu. Może wypływa to z tego, że kiedy Kościół powstawał, rzeczywiście człowiek (ubogi, chory, z marginesu) nic nie znaczył, a pojawienie się Kościoła zmieniało tę rzeczywistość. Jednak dziś, po dwudziestu wiekach ten kontrast zaniknął.
No więc, dumam sobie jak to z tym jest i zaglądam do dzisiejszej Ewangelii. A tam, co? Tak człowiek jest w centrum. To człowieka, wcielony Bóg pyta: co chcesz, bym ci uczynił? Bóg pyta człowieka, co jest jego pragnieniem. No i mamy klops. Kiedy część Kościoła chce powiedzieć: człowiek nie jest ważny, bo ważny jest Bóg, Jezus uczy nas innej optyki: człowiek, jego potrzeby i jego zdanie interesują Boga. Jezus, który jest człowiekiem i Bogiem, nie ma z tym problemu, bo Bóg nie ma kompleksów, nie czuje się zagrożony w swojej pozycji Boga. Zresztą to bardzo ludzkie, myśleć o zagrożonej pozycji. Bóg nie ma z tym problemu, bo cały jest dla człowieka, bo człowiek, choć nie nadaje sensu istnienia Boga, to jednak jest kimś, kogo Bóg ukochał. Stał się jednym z nas.
Każdy rodzic wie, że choć dziecko staje się centrum rodziny, to przecież nie czuje się zagrożony, bo zna potrzeby dziecka, bo wie, że dziecko potrzebuje uwagi bycia w centrum, bo to nic innego jak wyrażenie potrzeby bezpieczeństwa i miłości. A my jesteśmy dziećmi Boga, który jest mądrym rodzicem, nie zakompleksionym. Rodzicem, który daje warunki do wzrostu, pielęgnuje, cieszy się z sukcesów, jest wsłuchany w pragnienia swojego dziecka.
Nie bój się krzyczeć na i do Boga, nie bój się tych, co mówią: zachowujesz się niegodnie, bo Bóg to powaga i majestat, że twoje ludzkie życie jest prochem i nic nie znaczy. Nie bój się tego, że On się przy tobie zatrzymuje i pyta cię o twoje potrzeby i pragnienia. Nie robi tego, by cię kontrolować, ale byś wiedział, że jesteś ważny, że to, co przeżywasz Jego dotyka. Ba! Nie bój się być oczkiem w głowie Boga. On lubi się tobą zajmować, wbrew temu, co możesz usłyszeć od niektórych Jego wyznawców.

114
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 17, 2023, 11:26:20 am  »
Paweł Kosiński SJ

Komentarz do Ewangelii (Poniedziałek, 17.11.2023)

Obraz: Opis końca świata jest trudny do wyobrażenia i wywołuje wiele lęków. Posłucham tej Jezusowej zapowiedzi sądu ostatecznego. Przyjrzę się swoim skojarzeniom i obawom. Jezus opisuje realizującą się apokalipsę w teraźniejszej codzienności. Ta historia, w której jestem zanurzony, jest czasem zbawienia.

Myśl: Czas i przestrzeń określają ludzkie życie. Ale Królestwo Boże wymyka się tym kategoriom. Jest w każdym czasie i miejscu. Jezus zachęca nas do porzucenia tęsknot za zabezpieczeniami przeszłości i obaw przed przyszłością. Chce, byśmy byli czujni i wierni w teraźniejszości. Gdy próbujemy "zbawić się" sami, gubimy się. Jeśli zatracamy się z miłości, zbawiamy siebie. Całe nasze życie jest "miejscem" i "czasem" na wybieranie królestwa Bożego. Dwoje, którzy są zabierani z podobnej sytuacji, spotyka inny los. Zbawienie nie zależy bowiem od tego, "co" się robi, ale "jak".

Emocja: Tu i teraz. "Wyjście" - ratowanie się ze swojego pokolenia nie ma być ucieczką, ale życiem inną mentalnością. Mamy być w świecie, ale nie ze świata. Nie chodzi o to, by wyrwać się z tego miejsca i czasu. Królestwo Boże ma "miejsce i czas" nie gdzieś i kiedyś, ale "tu i teraz".

Wezwanie: Poproszę o łaskę spokoju w patrzeniu na rzeczy ostateczne. Podziękuję za znaki przychodzącego Królestwa. Uczynię jakiś znak uwielbienia i oddania.

115
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 16, 2023, 10:37:06 am  »
Grzegorz Kramer SJ

Przywódcy starej religii chcą od Jezusa uzyskać precyzyjną odpowiedź na pytanie, kiedy przyjdzie Królestwo Boże. A Jezus odpowiada po swojemu. Bardzo nieprecyzyjnie, że Królestwo Boże jest już pośród nich. Ostatecznie to On jest Królestwem.
Ludzie chcą wiedzieć: kiedy, jak, gdzie; wolno – nie wolno, komu wolno, jak wolno, kiedy. Ludzie religijni chcą jasnych granic. A granice zawsze kogoś wykluczają, zawsze ograniczają. Wtedy pojawiają się prorocy zagłady i gwałtu. A ci zawsze byli obecni przy każdej religii. Niestety dołączyli również do chrześcijaństwa i straszą tłumy, a one kochają ich słuchać. Rzecz w tym, że Jezus przestrzega za sensacyjnością i prorokami, którzy mówią ludziom, że „oto tu, albo tam”. Zresztą, o wiele łatwiej krzyczeć o końcu, zagładzie, problemach niż zająć się problemami, za które się odpowiada. Łatwiej mówić: „tam jest problem” niż zaprowadzić Królestwo u siebie.
Cudowne jest pierwsze czytanie o Mądrości, która ostatecznie jest Bogiem. Mądrość, Bóg ogarnia i przenika wszystko, jest wszędzie. Nie „gdzieś” czy „kiedyś”, ale wszędzie i zawsze.
Bóg naprawdę nie ma problemu z każdym aspektem naszego człowieczeństwa. To my mamy problem z innymi ludźmi. Bo albo ich nie rozumiemy, albo się ich boimy, albo uważamy za innych (niespełniających naszych norm). Wtedy łatwo przychodzi powiedzieć, że są „poza”, że nie mogą być „z nami”, dopóki nie spełnią oczekiwań i norm. Zapominamy, że Bóg przenika każdego człowieka i wtedy łatwo nam powiedzieć: „Bóg nie jest z wami, będzie, ale dopiero po spełnieniu warunków”.

116
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 15, 2023, 09:27:19 am  »
Grzegorz Kramer SJ

Bardzo symbolicznie odczytuję tę Ewangelię (Łk 17, 11-19). Tych dziesięciu trędowatych to obraz Kościoła.
Jako Kościół możemy spotkać Jezusa tylko na drodze do Jerozolimy. Miejsca, w którym cała ludzka logika padła, w którym ten, który jest Wszechmogącym staje się zabitym. To jest nasza perspektywa, ale i pryzmat, przez który mamy patrzeć na swoje życie. W drodze szedł przez pogranicze Samarii, a więc przez rejony, do których pobożni nie chadzali, ze względu na niewiernych Samarytan. To jest moja perspektywa. Iść w stronę umierania, ciągłego tracenia siebie, a po drodze mam nie omijać „trudnych”. I, co ważne, on ich nie szedł umoralniać, szedł, bo był otwarty na kontakty z nimi, co wiemy z innych miejsc Ewangelii.
Kościół – ja i ty – to osoby ciągle przez Boga obdarowywane, ciągle uzdrawiane z trądu. I w tym naszym Kościele powtarza się ten sam problem. Tylko nieliczni dostrzegają dobro, które się w ich życiu wydarza. Większość jest skoncentrowana najpierw na sobie i swoich chorobach, a kiedy przychodzi uzdrowienie, na swojej nowej jakości życia.
Ten jeden, który się odwrócił, jest obrazem człowieka, który pozwolił, by zostało uzdrowione jego serce. On odzyskał nie tylko zdrowie i ciało, ale także pragnienia. Człowiek, który pragnie, widzi Źródło pragnień i do Niego wraca, by dziękować, by szukać nowych inspiracji.
Ktoś mnie kiedyś zapytał o to, czy nie boję się tego, że pokazuję zbyt dobrego Boga. Moja odpowiedź brzmi: „boję się, że pokazuję Boga zbyt mało dobrego”. Bóg jest naprawdę bardzo dobry, jest cierpliwy dla nas. Całe głoszenie Boga musi się do tego sprowadzić – do pokazania temu obolałemu od grzechu i trądu światu, że Bóg do niego przychodzi (Samaria) i idzie za niego na krzyż, a po drodze okazuje swoją dobroć, dając zdrowie i nowe życie.
Wiara to zdolność wracania do Boga.

117
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 14, 2023, 09:50:29 am  »
Grzegorz Kramer SJ

Nie, to nie jest Ewangelia, która nagle nas sprowadza do parteru. Bo, przecież ktoś może powiedzieć: fajnie, nasłuchaliśmy się, że jesteśmy dziećmi Boga, jesteśmy ważni, kochani i wyjątkowi, ale ostatecznie Bóg sprowadza nas do parteru, przypominając nam, że jesteśmy sługami, do tego sługami nieużytecznymi.
Nie, dalej jesteśmy dziećmi Boga i to nigdy się nie zmienia. W tym tekście, Ewangelia (Łk 17, 7-10) przypomina nam o bardzo ważnej, a zarazem trudnej sprawie. O nieabsolutyzowaniu siebie i tego, co się robi i kim się jest.  Każdy, kto robił cokolwiek ważnego, rządził, przewodził czy liderował, wie jak trudno jest zostawić za sobą poczucie, że było się ważnym, odpowiedzialnym i decyzyjnym. Z moich obserwacji wynika, że podobnie mają rodzice w stosunku do swoich dzieci czy ludzie w związkach, kiedy odkrywają, że związek to nie rządzenie drugim.
Z drugiej strony, ten tekst może być pomocny w przebijaniu balonu z napisem „EGO”, u tych wszystkich, którzy z racji profesji lubią mówić o służeniu innym. Nie tylko ludzie Kościoła kochają tę narrację. Politycy, lekarze, nauczyciele, również używają tego słowa w opisywaniu swojej codziennej pracy. Tylko, że ta służba, łącznie z tą kościelną, wiąże się z wynagrodzeniem. Ona jest płatna, jak każda inna. Dlatego warto wracać do tekstu dzisiejszej Ewangelii, by z swojego służenia nie zrobić bożka, który staje się najważniejszy.
Mówiąc krótko Jezus, nie sprowadza nas tą przypowieścią do parteru, ale uczy nas dobrego dystansu.

118
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 13, 2023, 09:37:09 am  »
Grzegorz Kramer SJ

Zgorszenia najłatwiej widać u innych. Poszczególnych osób czy instytucji. Trudniej zobaczyć je u siebie. Dla siebie zawsze mamy taryfy ulgowe, specjalne okoliczności, które mają usprawiedliwić nasze czyny. A jednak Jezus zwraca uwagę właśnie na ten rodzaj zgorszeń, dodając: uważajcie na siebie.
Oczywiście, słowo: zgorszenie jest dziś bardzo nadużywane, szczególnie w mediach społecznościowych. Dziś wszyscy czują się zgorszeni, ale nikt nie chce powiedzieć o sobie, że jest tym, który gorszy. Bo co zaliczymy do zgorszeń? Nadużycia seksualne? Nieuczciwości podatkowe? Dwulicowość polityków, ludzi Kościoła? A może rodziców, którzy biją swoje dzieci? Można by tutaj wyliczać w nieskończoność. Będzie to zależało od naszej wrażliwości i doświadczenia. Jedni będą mówili, że pan X, czy pani Y jest zgorszeniem, inni będą udowadniali, że inni są gorsi.
A może warto te kilka wersetów przeczytać w całości? Bo co to znaczy gorszyć? Może warto iść za samym słowem „zgorszenie” i zobaczyć prostą sprawę, że to słowo znaczy: czynić kogoś gorszym. Kogoś myślenie, zachowanie staje się gorsze, po kontakcie ze mną. A w kolejnym wersecie Jezus mówi o przebaczeniu. Może największym zgorszeniem jest jego brak? Chowanie uraz, podsycanie złych opinii o kimś, rozpowiadanie na jego temat złych rzeczy, właśnie nieumiejętność przebaczania. A wiemy, jak dużo każdego dnia tych spraw się pojawia. Właśnie dlatego apostołowie proszę o przymnożenie wiary, bo po ludzku przebaczenie nieustanne jest niemożliwe.
Pewnie, że Jezus używa hiperboli, pewnie, że przebaczenie to nie pralka, którą można włączyć za każdym razem. Ta Ewangelia nie jest jednoznaczna. Bo przecież ten który gorszy, któremu powinno się przywiązać kamień do szyi, to ten sam, któremu mamy przebaczać, a ostatecznie to każdy i każda z nas.
A czy ta Ewangelia (Łk 17, 1-6) nie jest też o Bogu, który przebacza mi siedem razy (zawsze) moje słabości i grzechy?

119
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 10, 2023, 10:35:42 am  »
Grzegorz Kramer SJ

Każdy z nas jest w zależności od Boga i każdy z nas ma swoje „poletko” do zarządzania. I każdego z nas można oskarżyć o roztrwanianie majątku, chodzi o naszą grzeszność. Bóg wie, że skutkiem w konfrontacji naszej grzeszności z Jego świętością musi być (nasza) śmierć.
Jak zrozumieć pochwałę nieuczciwości zarządcy? Uczciwość wymagałaby, jak wspomniałem, śmierci grzesznika. Darowanie grzesznikowi win jest nieuczciwością wobec sprawiedliwości.
A co robi ów zarządca? Jest skandalicznie miłosierny. Rozdaje dobro wbrew sprawiedliwości i logice dobra. Patrząc z pozycji „sprawiedliwych”, Bóg zachowuje się nieuczciwie. Skreślając dług grzesznikom, okrada „sprawiedliwych”. To, na co inni ciężko pracowali (oni sami uważali, że taka jest konieczność), Bóg grzesznikom daje za darmo.
Wszystko zmienia się w momencie uznania w sobie grzesznika, wtedy Miłosierdzie okazuje się najlepszym (dla mnie) rozwiązaniem. Dlatego Pan pochwalił owego nieuczciwego zarządcę, by dać go jako przykład dla nas, byśmy podobnie postępowali wobec tych, których nazywamy grzesznikami.
Miłosierdzie jest darmowe. Usprawiedliwienie jest darmowe. Potrzeba jednak roztropności w jego przyjmowaniu, polegającej na współpracy z nim. Nie jest to jednak warunek Miłosierdzia, ale sens jego przyjmowania. Ta przypowieść jest tylko obrazem czegoś nieopisywalnego, inspiracją do czynienia i korzystania z Miłosierdzia.
Ostatnie zdanie podkreśla roztropność w działaniu. Przypomina się tutaj opowieść o pannach mądrych i głupich, czy niedawno czytana o budowaniu wieży. Chodzi o przewidywanie skutków. Jest tu pewne niebezpieczeństwo, że cel zacznie usprawiedliwiać środki. To jest granica, której przekroczyć nie można, ale przed tą granicą jest całe mnóstwo możliwości do tego, by być twórczym w zdobywaniu celu. Dzięki mądrości rozumiemy, że wolność to nie jest swawola, że ona musi być ukierunkowana na czynienie dobra, by była wolnością.
Powiem za Pawłem: myślcie tak, jak ja. Bądź miłosierny! Każdy, kto nie chce być miłosierny wobec innych i dla innych, jest wrogiem krzyża Chrystusowego.

120
Droga / Odp: Droga
« dnia: Listopad 09, 2023, 08:36:19 am  »
Grzegorz Kramer SJ

Wśród religijnych katolików, którzy mówią o sobie „obrońcy wiary”, furorę robią trzy fragmenty z Nowego Testamentu: o tym jak Jezus powyrzucał przekupniów ze świątyni, kiedy Jezus naucza, że nasza mowa ma być: TAK-TAK, NIE-NIE oraz fragment z Apokalipsy: „obyś był zimny albo gorący”.
Te fragmenciki, bo to naprawdę fragmenciki z całości, są często wykorzystywane do tego, by nimi walczyć z tzw. wrogami Kościoła, by dawać sobie mandat do wywalania ich z naszej kościelnej przestrzeni, by pokazywać im, jak bardzo mieszają w swoim myśleniu i mówieniu, i w końcu, by im walnąć między oczy ich letnością.
Kiedy wstępowałem do jezuitów, bardzo dużo, podobnie było w latach następnych, podczas formacji, słyszałem o tym, że chrześcijanin, a jezuita szczególnie, to ktoś, kto idzie do wszystkich. W ostatnich latach w Towarzystwie, a ostatnio również szerzej przez Franciszka, mówi się o wychodzeniu na granice. Niestety w praktyce znaczy to tyle, że słyszy się coś takiego: „owszem, idź na granice, do każdego człowieka, ale rób to w taki sposób, by nie było z tego kontrowersji i problemów”. Dziś można mieć problemy, przynajmniej na polskim odcinku Kościoła, za bratanie się z ludźmi niewierzącymi lub tymi z pogranicza. Dziś za rozmowę z nimi, wspólne zdjęcie można w Kościele dostać łatkę: liberała, zaprzańca wiary i podejrzanego. Dlatego wielu młodych księży i ewangelizatorów skupia się na swoich owcach. Nie chcą się narażać, bo przecież trudno żyje się we wspólnotach, w których patrzy się na człowieka z pogardliwym uśmieszkiem. Zastanawiacie się czasami nad tym, że nowa twarz w naszych kościołach to naprawdę jest dziś wydarzenie.
Papież Benedykt w przemówieniu do swojej kurii w grudniu 2009 roku, daje świetną interpretację fragmentu o wyrzuceniu przekupniów ze Świątyni jerozolimskiej. I jest to interpretacja kłopotliwa dla obrońców religii, o których wspomniałem. Papież przypomina, że owe stragany były rozstawione na placu, który nazywał się dziedzińcem pogan. Było to miejsce przeznaczone dla tych, którzy nie byli wierzącymi Izraelitami, ale mieli w sobie pragnienie Boga albo szukali Go po swojemu. Czytałem, że było ono bardzo duże, bo miało ok 1200 m2. Izraelici, choć wybudowali ten dziedziniec, to powiedzmy sobie szczerze, nie pałali szczególną miłością do „tych” ludzi. Myślę, że można nawet powiedzieć, że żal im było takiego miejsca dla „takich” ludzi. Stąd w czasie Paschy i wielkich świąt rozstawiali tam swoje kramy, zabierając im miejsce.
Kiedy Jezus zrobił sobie bicze ze sznurków, to nie wyrzucił z świątyni pogan, ale właśnie Żydów. On zawalczył o to, by przywrócić dziedziniec celowi, do którego miał służyć - poszukiwaniom Boga i modlitwie wszystkich narodów.
Może czas zobaczyć, że jest nas coraz mniej, bo wywaliliśmy z naszych kościołów i Kościoła dziedzińce pogan. Uznaliśmy kontakt z nimi za zbędny, niebezpieczny, bo lepiej nam paść samych siebie w Kościele, która staje się twierdzą, którą - w naszym mniemaniu - trzeba strzec. Postawiliśmy osiłków fizycznych i intelektualnych i żyjemy narracją, że na zewnątrz jest zło, a tylko tu jest dobro. Żydzi, których Pan Jezus dziś wywala robili na zabraniu poganom miejsca świetne interesy. Może my też je robimy. Może nie ma z tego pieniędzy, ale jest spokój, nie trzeba się wysilać, bo dopóki jesteśmy w swoim sosie, to nikt nam nie zadaje trudnych pytań. Mamy swoje definicje i rytuały. Bronimy ich, bo one nam dają święty spokój, ale my mówimy, że bronimy Boga.
Kościół jest dziś jak starsza osoba. Zajmuje się sobą, pilnuje swoich wizyt lekarskich, przyjmowania pastylek, pilnuje swoich miejsc siedzących i wspomina stare dzieje. Papież Franciszek od kliku lat przypomina nam, choć już go nie słuchamy, że Kościół to „szpital polowy”, do szpitala polowego nie przyjmuje się tylko „swoich”, ale każdego kto potrzebuje pomocy. Szpital polowy to nie jest klinika z Leśnej Góry, ale miejsce brudne, działające na granicy bezpieczeństwa i niekomfortowe.
A gdyby dziś Jezus wyszedł z tabernakulum zrobił sobie bicz ze sznurków i zaczął nas wyrzucać, mówiąc: coście uczynili z Domu mojego Ojca? No właśnie co zrobiliśmy? Czy jest tu miejsce dla nas - wierzących i pogan szukających czy już tylko przystań dla nas - tłustych duchowych owiec?
Zobaczcie, że ci, których nazywamy poganami już nawet nie chcą tutaj zaglądać, już się nawet nami nie interesują. Jasne, my mamy na to śpiewkę: to zsekularyzowany świat, który nie chce Boga. Mówimy to i myjemy rączki. Bierzemy znów Ciało Jezusa, jemy i wracamy do naszego wyrzucania ich ze świątyni, do naszego mówienia o ich grzechach i o tym, że nie kochają Boga. Jakbyśmy my tak bardzo Go kochali...

Strony: 1 ... 6 7 [8] 9 10 ... 129